czwartek, 8 stycznia 2009

posłaniec

Droga Redakcjo,

Zabawne, dziś radziłam innym jak pisać, że wena sama przychodzi, tylko trzeba usiąść i zacząć (itp., itd). Tymczasem sama znowu trafiam na wewnętrzny opór. No, ale stwierdziłam: posłucham samej siebie (zdarza mi się doradzić innym coś mądrego, zaryzykuję, może i wobec mnie samej ma to zastosowanie ;). Usiadłam i zaczęłam.

Dzisiejszy dzień był zaskakujący. Poczynając od kilku niezaliczonych wywrotek na śliskich powierzchniach (emocje towarzyszące balansowaniu na pograniczu pionu i poziomu - bezcenne! Niemniej dziękuję, że nie dopadł mnie poziom :), po przedziwne spotkanie, przebiegającego na czerwonym świetle - człowieka ze snu (po kilku głębszych przemyśleniach dochodzę do wniosku, że mężczyzna ów miał sporo z Anioła. Blond włosy i skandynawski typ urody, jednak do czegoś zobowiązują ;).
Droga Redakcja poważnie mnie tym faktem zaskoczyła. Oto pojawia się przede mną, w całej krasie, człowiek, zupełnie mi personalnie nieznany (może gdzieś, przez moment w kościele, czy na szlaku górskim widziany), który przyśnił mi się miesiąc temu! Dokładniej, został głównym bohaterem pełnometrażowego, kolorowego snu, przedstawiającego zapowiedź wypełnienia danej mi przez Drogą Redakcję obietnicy. Poczułam, że naprawdę wszystko jest możliwe, że Droga Redakcja, wciąż jest, wciąż czuwa i jak będzie trzeba, to w jednej sekundzie, tak mnie zaskoczy, tak to wszystko wypełni, że mi, i nie tylko mi, szczęka opadnie.

Wciąż potrzebuję takich znaków, by mieć nadzieję. Wciąż potrzebują dotykać, by wierzyć.
Dziękuję, że dajesz mi tyle, ile potrzebuję.

Wciąż zaskoczona możliwościami i cierpliwością Drogiej Redakcji.

PS. Może by tak dziś przyśnił mi się Brad Pitt ;)


środa, 7 stycznia 2009

brama

Droga Redakcjo,

Są chwile, kiedy pisanie i mówienie o tym, co dzieje się w środku mnie, staje się bardzo trudne. To jak codzienne otwieranie ciężkiej, żelaznej bramy, którą domyka silny wiatr i zimno. Wydaje się, że jedno otwarcie, nawet szerokie, wystarcza. Jednak następnego dnia, znowu pojawia się wiatr i chce ją zamknąć. Kiedy zostawi się ją w spokoju, zaniedba przepływ powietrza i ciepła, tym trudniej ją ponownie otworzyć. W środku nie dzieje się wtedy dobrze. Czuwam i otwieram bramę, tak jak potrafię. Nieraz z wrażeniem, że bardzo mizernie mi to wychodzi.

Piszę kolejną notkę z placu boju, bo Droga Redakcja nalega na nieustanny kontakt z mojej strony. Dziękuję, za to wymaganie, bo w jakiś tajemniczy sposób, naprawdę mi to pomaga. Pomału, ale pomaga.

Pozdrawiam dziś tak jak potrafię, wiernie-mizernie.

Zrekrutowana i wyselekcjonowana przez Drogą Redakcję.

PS. Załączam Redakcji kilka plastikowych butelek łez (szklane mogłyby popękać na mrozie) i ładnie opakowane nic, które teraz mam, zapakowałam wszystko (w środku znajdzie Redakcja czarną dziurę po moich planach i marzeniach na najbliższy rok, dwa, trzy, cztery - to naprawdę pokaźna dziura, niewiele takich na wolnym rynku. Podejrzewam, że można sporo za nią wyciągnąć na Allegro. Ale nic to. Chcę ją oddać w ręce Redakcji).

wtorek, 6 stycznia 2009

operacja

Droga Redakcjo,

Herbata z sokiem malinowym to ósmy cud świata. Tak jak i murzynek z polewą czekoladową. Kawa z ekspresu z mlekiem. Pyszności!

Chciałabym móc tak głębiej opisać to, co stało się przed chwilą, ale to było jak błysk światła. Szybkie, higieniczne cięcie, które oddzieliło przeszłość od przyszłości...

Dziękując za dobry przebieg operacji i znieczulenie, przechodzę na salę pooperacyjną, wtulić się w sen i w dobre słowo Redakcji. Niech nie pozwoli mi się bać, niepokoić, tylko ufać. Tylko ufać, chcę.

Z tyloma znakami zapytania,
Ważna dla Ciebie.

niedziela, 4 stycznia 2009

tęsknota

Droga Redakcjo,

Wciąż widzę tylko rozsypane na podłodze elementy układanki. Tak różnych kolorów, tak skrajnych emocji, że nijak jeden nie chce pasować do drugiego. Momentami zastanawiam się czy te puzzle naprawdę da się ułożyć? Czy w sklepie dali mi właściwe pudełko? Buntuję się, że trafiło akurat w moje ręce. Czasem udaję sama przed sobą, że ta układanka wcale mnie nie dotyczy, że nie z mojej winy jest w niej taki bałagan, to dlaczego ja mam ją układać?

Okazuje się jednak, że pewne rzeczy dotykają nas niesprawiedliwie. Tak jak i Drogą Redakcję dotknęły, na wskroś. To naprawdę po ludzku jest nie do przyjęcia... i widzę to coraz wyraźniej, że bez wiary nie da się tego przyjąć, i bez pokory, nie ma szans...

"Zwiąż mnie, zwiąż mnie mocno, Ojcze mój, bym się nie opierał"...

sobota, 3 stycznia 2009

czekanie

Droga Redakcjo,

Dziś dość trudno przychodzi mi pisanie. Dziś wolałabym czytać.

Z pozdrowieniem białym, jak śnieg za oknem, jak czysta kartka papieru,

Bardzo zmęczona,
Dla Ciebie ważna.

piątek, 2 stycznia 2009

nerwoból

Droga Redakcjo,

Dziś napiszę do Redakcji dość prozaicznie. Boli mnie. O tutaj: od szyi, przez bark po prawej stronie, głowy w lewo odwrócić nie mogę. Wyznałam już to bardzo miłemu lekarzowi. Czeka mnie teraz ogrzewanie, ibupromowanie się i liczenie, że może coś ustąpi.

Poza tym jest śnieg. Redakcja pewnie dobrze o tym wie, ale chciałam napisać, że i ja to zauważyłam.
Widziałam jak dzieci jeżdżą na sankach. Ubrałam się dziś cieplej, przemokłam i w ogóle.

Chcę także napisać Redakcji, że dostrzegam wszystkie napomnienia do odpoczynku, nabrania sił, samozaopiekowania się sobą. Dziękuję za te wszystkie znaki "stop", za Asystę Redakcji, podającą ciepłą czekoladę, czy spieszącą z maściami rozgrzewającymi, z pytaniami przez telefon "co tam?" i "kiedy się zobaczymy?".

Jest mi wciąż smutno i zastanawiam się jak można cierpieć mądrze? Jak przejść przez tę ciernistą dolinę, z której nie ma innego dobrego wyjścia? Redakcja mnie tutaj przyprowadziła, to etap mojej adaptacji, szczepionka. Nic nie jest bez sensu. Najpierw było i jest słowo Redakcji. Na ramionach Redakcji spoczęła władza. I to o Redakcji mówią: "Przechodząc przez dolinę płaczu, zamienia ją w źródło życia". (Kurcze, świetnie mieć takiego Szefa!)

Proszę drogą Redakcję o mądrość i o światłe oczy serca, bym nie pogubiła się w tych chaszczach, i nie straciła z oczu nadziei.

Z uszanowaniem, nie do końca zdolnym do ukłonu, więc lekko koślawym, ale z serca oddanym,

Bardzo Ciebie potrzebująca, Mniej ważna niż Ty.

czwartek, 1 stycznia 2009

czekoladki

Droga Redakcjo,

Z moich obserwacji wynika, że w tym czasie wiele osób podejmuje różnego rodzaju zobowiązania, deklaracje, zapisuje się na różne zajęcia. Sama niczego takiego nie planowałam, ale dziś przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Spojrzałam na opakowanie pistacjowych czekoladek, które otrzymałam od niego i przypomniało mi się jak miesiąc przed tym, zanim je dostałam, powiedziałam wyraźnie - nie lubię pistacji. Nie lubię pistacji. Wiem, że wiele osób je lubi, ale ja nie lubię pistacji. Lodów pistacjowych, ani czekoladek. Nie lubię pistacji.
Nie lubię sosu z winem bardzo znanej marki. O czym mówiłam dwa razy. I kolejny raz go dostałam. Nie lubię.

No i tak mi przyszło do głowy, ale też wiem, że potrzebne mi będzie wsparcie Redakcji, o które w tym miejscu, jednocześnie proszę, żeby w tym roku być dla siebie lepszą, bardziej cierpliwą, mądrzejszą. Bym wciąż oczekiwała i miała nadzieję na wiele. Podejmowała wyzwania dane przez Redakcję. I bym potrafiła dobrze wybrać, rozpoznać to co dla mnie dobre. Poproszę o specjalną ochronę Redakcji i o wsparcie Asystentów Redakcji, szczególnie, kiedy moje systemy ochronne będą przemęczone.

Z pozdrowieniem nowym, noworocznym,

Dziwnie zbuntowana, tym bardziej Ciebie potrzebująca, mniej ważna niż Ty.